Zostaw nam swojego @ a będziemy Cię na bieżąco informować o nowych artykułach oraz ciekawych wydarzeniach ze Świata Coachingu.


Biznesowo

W świecie coachingu żyje i całkiem dobrze się miewa pewne ogromne nieporozumienie. Nieporozumienie na tyle poważne, że staje na drodze coachów w pozyskiwaniu klientów. Praktycznie można powiedzieć, że tkwi jak kołek pomiędzy coachami a ich potencjalnymi klientami. 

Co to za nieporozumienie? Takie, że ludzie chcą coachingu. 

Dodatkowymi nieporozumieniami z niego wypływającymi są następujące wnioski:

* Ludzie powinni chcieć coachingu. 

* Ludzie powinni wiedzieć i rozumieć, co to coaching.

* Ludzie powinni rozumieć, że coaching jest im potrzebny do rozwoju.

No i moje ulubione: 

* Ludzie chcą rozwoju (czytaj: coachingu).

 

Bardzo często słyszę od sfrustrowanych i rozczarowanych coachów próbujących swoich sił na rynku, że mają trudności z pozyskiwaniem klientów, ponieważ ludzie „nie chcą coachingu”. Bo (ci ludzie) nie rozumieją, co to jest i do czego służy. I że ciężko im wytłumaczyć. W szkołach coachingowych byli otoczeni innymi studiującymi coachami, którzy chcieli coachingu, bo go rozumieli. I byli otwarci na otrzymywanie go od innych studentów, oczywiście za darmo, w ramach praktyki i wymiany. No a teraz okazuje się, że przeciętny Polak, który mógłby zostać naszym płatnym klientem, nie rozumie i nie chce.

Czy powinniśmy dać sobie spokój i zrezygnować? Absolutnie NIE, drogi coachu. Albo może powinniśmy przyjąć na siebie wielką misję szerzenia wiedzy o coachingu, aby każdy przeciętny człowiek chcący rozwoju wiedział, co to jest i gdzie go szukać? Również nie polecam. Zajęcie żmudne, trudne i niewdzięczne, a na dodatek niepopłatne. A może przyjąć, że jeżeli ludzie nie chcą coachingu, to może po prostu coś w tym jest? Coś, co wymaga od NAS – coachów, zmiany podejścia?

Jeżeli ludzie nie chcą coachingu, to czego chcą? Ludzie chcą rozwiązania swoich problemów, poradzenia sobie ze swoimi bolączkami. Ludzie chcą fajniejszej, weselszej, szczęśliwszej wersji swojego życia. A jak dopytać ich dokładniej, to sprowadza się to do jednej z kilku prostych potrzeb i „zachcianek”: miłości, przyjaźni, rodziny, pieniędzy, czasu, satysfakcjonującej pracy, udanej kariery, lepszego wyglądu, zdrowia, spokoju wewnętrznego. Nigdzie nie wymieniają coachingu, prawda? Ani rozwoju, czyż nie? I oczywiście mają rację. Nasi klienci to mądrzy ludzie z zasobami.

Coaching jest narzędziem do osiągania celów. Nie celem samym w sobie. Dlatego ludzie go nie chcą, w tym sensie, że nie nazywają go swoją potrzebą. Tak samo jak człowiek, którego boli ząb, chce, żeby przestał go boleć. Nie mówi, że chce stomatologii. A skoro coaching jest narzędziem, nie celem, to uwzględnijmy to, kiedy wyjaśniamy, czym się zajmujemy. Adresując potencjalnych klientów odnośmy się do ich potrzeb zamiast do narzędzi, które pomogą im je ziścić. 

Zastanów się, czy kiedy mówisz swoim potencjalnym klientom, czym się zajmujesz, to opowiadasz o coachingu i o tym jak działa, jaki jest jego proces i jakie to wspaniałe narzędzie? Czy wyjaśniasz im metodologię swojej pracy? Jeżeli tak się dzieje, to możesz spotkać się z ogólnym i powierzchownym zainteresowaniem tematem coachingu, ale raczej nie zatrudnią Cię jako swojego coacha. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ ludzi nie interesuje aż tak bardzo, co i jak robisz, ale to, co oni z tego ewentualnie mogą mieć. Może to ostatnie zdanie brzmi trochę niepochlebnie, ale to nie jest zamierzone. Myślę, że fakt, że jako ludzie myślimy o swoich potrzebach i ewaluujemy informacje z zewnątrz przez filtr „Co jest w tym dla mnie?” jest bardzo na miejscu i zupełnie w porządku. Ludzie myślą o swoich problemach i potrzebach i przez taki filtr oglądają świat wokół. I słusznie. Pamiętajmy, nasi potencjalni klienci są mądrzy i z zasobami.

Skoro wiemy już, że ludzie nie chcą coachingu, a chcą konkretnych rezultatów w swoim życiu, to jak to zrobić, żeby ten mit nie tkwił między nami a naszymi potencjalnymi klientami? Nauczmy się od naszych mądrych i zasobnych klientów tej prostej prawdy, że kiedy mówimy o coachingu, powinniśmy przede wszystkim mówić o korzyściach i rezultatach dla odbiorcy. Nie skupiamy się więc na tym, co i jak robimy w procesie coachingu, tylko na tym, co otrzymuje klient – czytaj jakie rezultaty. I pamiętajmy, że klienci nie widzą większej wartości (czytaj: nie zapłacą) rezultatów zdefiniowanych jako: „rozwój”, „przejście na następny poziom”, „satysfakcja z życia”, „zaprowadzenie zmian”, „odkrywanie siebie”, „uwalnianie potencjału”, „szukanie uśpionych zasobów”, itd. Wszystkie te stwierdzenia są dla klienta górnolotne i mało konkretne. Klient chciałby usłyszeć coś w tym rodzaju: 

* Pomogę ci znaleźć świetnego partnera życiowego.

* Pomogę ci zarabiać więcej pieniędzy w twoim biznesie.

* Pomogę ci zbudować karierę, o jakiej marzysz.

* Pomogę ci zbudować biznes oparty o twoją pasję życiową.

* Pomogę ci pozbyć się zbędnej wagi, wyglądać i czuć się pięknie.

* Pomogę ci przejść przez rozwód spokojnie i bezpiecznie.

* Pomogę ci zbudować lepsze relacje z twoimi dorosłymi dziećmi.

* Pomogę ci zarządzać swoim zespołem w firmie tak, abyś mogła odciążyć siebie i uzyskać lepsze wyniki bazując na pełnym wykorzystaniu potencjału swoich pracowników.

* Pomogę ci zarządzić swoją energią tak, abyś miał czas na skuteczne kierowanie firmą i budowanie głębokich relacji ze swoimi dziećmi.

I tak dalej.

 

Ale żebyśmy tak mogli o sobie mówić, to musimy zdecydować się i zdefiniować, czym się zajmujemy jako coach i z jakiego rodzaju ludźmi pracujemy. A o tym za miesiąc. Pozdrawiam wszystkich coachów. Przemówcie do swoich klientów ich językiem i prosperujcie.

 

Małgorzata Żukowska, Business Building Coach

Momentum Coaching

Strona Internetowa: www.ProsperujJakoCoach.pl

 

 

Nasza strona wykorzystuje pliki cookies.