Zostaw nam swojego @ a będziemy Cię na bieżąco informować o nowych artykułach oraz ciekawych wydarzeniach ze Świata Coachingu.


Przyszła ot tak, nie wiadomo czy z nudów, czy męża szukać. Może w nadziei zabicia odrobiny czasu, który plątał jej się między torbami, które wlokła codziennie z oddalonej od centrum sypialni Warszawy do tego centrum, gdzie przecież - życie, życie, życie. Bo aktywnie żyjąc, jak ona, trzeba mieć i parasolkę i sweter na wszelki wypadek, i sukienkę, gdy zawieje człowieka wieczorem na jakieś tańce, i książkę, gdy będzie trzeba na kogoś zaczekać, i laptopa na spotkania biznesowe i dla "fejsa". 

Weszła do nas z nastawieniem, że przyszła się rozejrzeć i w ogóle ją to raczej nie zainteresuje. Wiedziała, że grupa spotyka się już drugi raz i że przed nami wiele spotkań, bo to proces, cały cykl treningów. Oznajmiła, że nie będzie pisać, że nigdy tego nie robiła i nie planuje. Od razu przepytała uczestników, kto samochodem - bo przecież musi jakoś wrócić do siebie, jeśli w ogóle ma tu zostać. Zadbała o siebie, wymościła torbom miejsce wokół czterech nóg krzesła, i zasiadła.

 

Warsztaty Literackie Nocnych Marków odbywały się późnymi wieczorami, z nocą włącznie, na warszawskiej Saskiej Kępie okno w okno z Duchem Agnieszki Osieckiej, kilka metrów od jej domu, w którym spędziła większość życia. Prowadziłam tam trening kreatywny - artecoaching grupowy - dla początkujących literatów naprzemiennie z kolegą, który zajął się wyłącznie warsztatem literackim - Rafałem T. Czachorowskim. Grupa, o której mowa spotykała się kilka miesięcy. Połowę tego czasu zajęły moje zajęcia, zawsze po kilka godzin jednorazowo.

Tego wieczoru trafiła na mój 4-godzinny trening pt. Ciekawość Intelektualna. Jako biblioterapeuta (specjalizacja i dział arteterapii, który wykorzystuje zasoby biblioteki i mediateki), 3/4 czasu poświęciłam na zadania, ćwiczenia i moderowaną dyskusję, która miała doprowadzić uczestników do osobistego odkrycia, konkluzji (zwanej w biblioterapii katharsis) - czym jest dla każdego z nich ciekawość intelektualna i dlaczego jest niezbędna do rozwoju, jak ją można wykorzystywać? Pracowaliśmy na podstawie fragmentu autobiografii słynnego jazzmana i znakomitego trębacza, Milesa Davisa pt. "Ja, Miles". Elementy warsztatu coacha, trenera i arteterapeuty idealnie mi się tu zmiksowały blenderem mojego własnego projektu - klienci szli do mnie po wstążce, którą im rozwinęłam, dokładnie tak jak chciałam, częstując mnie i siebie nawzajem swoimi intelektualnymi odkryciami. Ale tego dnia nie miałam pewności, czy jednak wszyscy...

Ostre rysy twarzy, wyrazisty makijaż, nasycone i odważne kolory stroju. Nie byłam przekonana, czy ona wchodzi w proces jak nóż w masło czy może w ogóle nie? Wszystko mi w niej samej zakłócało jej odbiór. Nie byłam pewna, całą sobą zakrywała mi ten przekaz. Byłam uważna i zdecydowana już poświęcić jej odrobinę więcej czasu, kiedy… naszym oczom ukazały się skrzydła! Dosłownie rozwinęła je przed nami! Dostała ich nagle nie wiadomo skąd! Po prostu wstała i - zainspirowana historią rozpoczęcia pracy na scenie Milesa Davisa - zaczęła mówić. Nagle. Niepytana, nieproszona, ni z tego ni z owego. Mówiła świetnie - naprawdę piękną polszczyzną, prezentując nam cały zasób słów i sformułowań, jakie tylko najlepsze można było tu dobrać. Gestykulowała, bawiła się głosem, uśmiechem, całą mową ciała. Jej strój grał, włosy grały, nawet te siatki, którymi obstawiła swoje krzesło i stół, pełne parasolek, chusteczek na wszelki wypadek, kosmetyków na później i butów na zmianę... 

Oczarowała nas. Oczarowała osiem osób w sali, które jak zaklęte siedziały w bezruchu słuchając blisko 30-minutowej opowieści, (która ewidentnie wydłużała czas zajęć - a było ostro po północy w środku tygodnia!). Nikt nie drgnął, nie szurnęło krzesło, nie zaszeleścił papierek, nie kliknęła komórka. Nie śmiałam jej przerwać. Dyskretnie kontrolowałam odbiór całej sali, choć sama miałam problem z oderwaniem wzroku od tej kobiety. To była opowieść o tym, jak wybrała się do innego miasta by zobaczyć Viggo Mortensena - malarza, fotografa, poetę i przede wszystkim aktora. Opowiedziała wszystko, niemal godzina po godzinie, od narodzin jej idei fixe, następnie jak ją "gnało" przez Polskę i co dobrego Los jej zaserwował na złotej tacy w nagrodę, że przybyła, zobaczyła i zwyciężyła. Tak: bo musiała pokonać trudności organizacyjne, finansowe, komunikacyjne, brak biletu wstępu i brak możliwości wtargnięcia na scenę z kwiatami, które wiozła kilkaset kilometrów... Nauczyła nas wszystkich tą wspaniałą opowieścią, czym w praktyce może być ciekawość intelektualna - że to poszukiwanie wbrew logice, konsekwentna gonitwa, irracjonalne pójście taranem tam gdzie nas pcha, mimo przeciwności. Bo potem są bonusy. I jeszcze coś: te bonusy sami musimy sobie wziąć i sami je zinterpretować a potem wykorzystać. 

To pokazała nam Edyta. To było w treści tej historii i to było w całej Niej. W przybyciu na te zajęcia i w opowiadaniu.

A mnie osobiście dołożyła coś jeszcze w gratisie - satysfakcję z dobrze skrojonych zajęć: sprowokowały ją przecież do wydłubania z pamięci tej właśnie historii i mimo zmęczenia, późnej pory, niechęci i niekoniecznie pozytywnego nastawienia do spotkania - opowiedzenia jej w sugestywny, oratorsko mistrzowski sposób. 

Edyta stała się pilnym uczestnikiem wszystkich spotkań Nocnych Marków. Napisała kilka wierszy, które zostały opublikowane nakładem wydawnictwa RTC Poecipolscy.pl w zbiorze uczestników tego kursu, zatytułowanym "Miejsce". Warto dodać, że później okazało się, że nasza bohaterka, na co dzień nie pławi się w subtelnościach języka polskiego, mówi niechlujnie jak większość z nas i przeklina jak szewc.

Po tym wydarzeniu zmodyfikowałam scenariusz tych zajęć i na stałe weszły do katalogu moich scenariuszy artecoachingowych, dając jednocześnie początek cyklowi pt. "Muzyczne Motywacje by Nadstawna & Wybranowski". Dziś mają dwie wersje: "osobistą" i "integracyjną" dla firm.

A Edyta? No jasne, że nie stoi w miejscu: niedawno spotkała się na kawie z Edgarem Keretem. 

 

Agnieszka Nadstawna
Trener inteligencji emocjonalnej, arteterapeuta, coach kreatywności. A także felietonistka i pisarka.  
www.nadstawna.pl






Obrazek nr 1.: Klienci tworzą portret powierzchowności osoby którą widzą a następnie łączą go z autoportretem pokazującym własne wnętrze i duchowość

Obrazek nr 2.: W arteterapii wszystko tworzy atmosferę i ma znaczenie - zielone nakrycie stołu imitujące trawę stało się znakiem firmowym zajęć Agnieszki Nadstawnej

 

 

Nasza strona wykorzystuje pliki cookies.