Zostaw nam swojego @ a będziemy Cię na bieżąco informować o nowych artykułach oraz ciekawych wydarzeniach ze Świata Coachingu.


Czasem jest tak, że człowiek sobie coś planuje i już samo to daje mu paliwo. Już wie, że zrobi to, że będzie śmo, wyniknie z tego owo. Czuje się z tym świetnie, już przytula radośnie bliskich, w myślach wydaje zarobione na tym pieniądze, obraca w palcach złoty medal. I tak pogwizdując wesoło jedzie sobie tym swoim pomysłowym pojazdem, łykając ze smakiem każdy szczegół fantazyjnego krajobrazu, który roztacza się przed nim na horyzoncie. No i oczywiście, co chwila kręci wstecznym lusterkiem, by ujrzeć ten wzrok zadowolonego z siebie człowieka, wewnętrzny blask, to niewidoczne coś, co sprawia, że cały świat wie, że jest kimś. Krajobraz ma już bardzo wyraziste kolory i jest już na wyciągniecie ręki. To już tak blisko, ten nowy wspaniały świat wleje się zaraz cały przez przednią szybę, jest już tuż tuż... Czy to wszystko będzie proste? Tak. Czy łatwe? Nie. No i wizja pryska jak mydlana bańka i wszystko znowu jest jak zawsze. No chyba, że do tego auta dosiądzie się coach. 

Często ludzie dopytują, czy coaching to nie jest przypadkiem jakiś wyimaginowany świat stworzony przez gatunkowy marketing, czy to nie jest handel fatamorganą, a może nawet czary mary ze szklaną kulą i czarnym kotem... Czy ludzie boją się coachingu? Z jednej strony interesują się coachingiem, który robi zawrotną karierę na świecie, z drugiej - niejeden chętniej zapłaci za SPA, niż za sesję coachingową (nierzadko cena zbliżona). Czy boją się, że coaching to nie jest czarodziejski pył, który wszystko zamienia w dobrodziejstwo? Człowiek zatroskany, targany lękami i niepewnością, szukający pomocy, czasem strzela na oślep: tu psycholog, tam telefon do przyjaciela, masaż, chińskie ciasteczko z wróżbą, horoskop, a może coach. Niewiedza o coachingu jest wielka jak pięć oceanów razem wziętych z Rowem Mariańskim włącznie - więc niekoniecznie wybór tu padnie na coaching, który może okazać się najskuteczniejszym orężem w zmierzeniu się ze słabością, trudnością, problemem i celem. Jeśli jednak już stajemy przed wyborem narzędzia, które nas naprawi - wybierajmy nie plaster na ranę, a eliksir zdrowia, skuteczne antidotum. Zanim wybierzesz pamiętaj o wizji i pielęgnuj ją: ten sukces, który awansem pijesz wielkimi łykami przez przednią szybę auta, w które mentalnie wsiadłeś - pomoże. Marz, śnij, planuj.
  
 Akt I. Klient dzwoni o coacha.
  
 Gotowość do sesji coachingowej, to telefon do coacha, umówienie się, przygotowanie należności do uregulowania. Ale gotowość do procesu nie jest z nią tożsama. Wewnętrzna zgoda na zmianę, na dzianie się, na wykonanie gigantycznej umysłowej pracy, której celem jest załatwienie czegoś ze sobą, to wydarzenia, które powinny mieć miejsce (w idealnym świecie!) przed tym telefonem. Z moich doświadczeń i obserwacji wynika jednak, że często jest dokładnie odwrotnie. Pierwsze spotkanie zwykle nie jest jeszcze pełną sesją coachingową, albo nią nie jest w ogóle, jest to spotkanie "wywiadowcze".
- Czy potrafię mu/jej pomóc? - odpowie sobie po nim coach.
- Czy to właśnie jego/jej towarzystwa potrzebuję na drodze do zmiany? - odpowie po niej sobie klient (coachee).
To czas, gdy mówię często zaniepokojonym klientom między innymi: "nie będzie bolało". To jest odpowiedź na ich niepokoje, które pojawiają się przy pierwszym zetknięciu z coachem: trzeba będzie pracować, wszystko będzie zależało ode mnie, jak sobie pościelę itd.... Obserwuję czasem oznaki stresu, gdy dowiadują się, że nie będzie doradztwa, konsultingu, głaskania po głowie, ani ocen. Tak - ludzie przychodzą także po ocenę: dobrze robisz, źle robisz, popraw to, zmień tamto, a będzie lepiej. Wskazanie obszaru do zmiany dałoby im obietnicę lepszego jutra. To o wiele łatwiejsze od samodiagnozowania i odpowiedzialnego stwierdzenia: nad tym chcę pracować, to mnie uwiera, to mi dokucza, tego pragnę, tego nie chcę. Ale w coachingu jest dokładnie odwrotnie niż w doradztwie czy mentoringu: to klient wbija słupek z drogowskazem. Niechęć lub brak umiejętności świadomego wskazania obszaru "do naprawy" (czyli - w języku coachingowym - do zmiany) - to już pierwszy ból, z jakim przychodzi zmierzyć się klientowi. To jest pierwsze doświadczenie coachingowe, które mówi: nie znasz się, ale się poznasz, pracuj, prawdopodobnie wypracujesz. A więc: czy jesteś gotowy? Czy jesteś gotowa? Twoja wizja przyszłości opartej na zmianie może chcieć właśnie teraz umknąć. Zatrzymaj ją siłą i nie wysiadaj z pojazdu, który Cię do niej wiezie, karm się widokiem i obietnicą słodkiego krajobrazu. Marz, śnij, planuj dalej.
   
Akt II. Klient rozważa pierwszą sesję.

 

   Niebezpieczny moment braku wiary we własne możliwości, to ta słynna prosta i krótka droga ewakuacyjna, z którą właśnie nasza trasa się skrzyżowała. Nęci dając wybór skręcenia. Nie jest bowiem tajemnicą, że wielu chętnie zapłaci kilkadziesiąt a nawet kilkaset złotych za wróżbę - w przeciwieństwie do opłaty za coaching. Oto droga na skróty i ewakuacja zarazem. Dlaczego? Czy coaching jest mniej pewny? No pytanie - wydawałoby się - absurdalne, bo "jak wróżba z rekwizytów ezoterycznych może być pewniejsza od własnego świadomego wpływu na przyszłość"... Każdy tak powie - a jednak, co któryś osobnik nie przyzna się nikomu, że wybrał drogę ezoteryki, czy innej obietnicy. Niejeden wróżbita wygra tu z niejednym porządnym coachem! Słabość potencjalnego klienta może wygrać tu z mocą coachingu, gdy wybierze on pozorne poczucie stabilności pod tytułem "nie jest źle, nie będę jednak nic zmieniać, jakoś to będzie". Jeśli masz wizję, która ma stać się Twoją rzeczywistością, a twój cel jest realny do osiągnięcia, rozumiesz go, bo już "byłeś w ogródku i witałeś się z gąską", to wiesz, że ten mentalny samochód karmi się tylko jednym rodzajem paliwa: Twoją pracą.
  
  Akt III. Jest decyzja, jest początek.


    Przychodzą na pierwsze spotkanie coachingowe by mieć poczucie, że robią wszystko, co możliwe, by wyrzuty sumienia odeszły wraz z mijającą godziną. Że są w porządku, są  fajni, bo dbają o siebie, planują, chcą naprawiania. Często padają tu określenia - leczenie, wizyta kontrolna, chcę recepty na.. Coach to nie lekarz - ale chyba tak właśnie coachee chcieliby go na tym etapie pojmować. Bo doktor nie nakazuje wykonania pracy - nakazuje leżenie, spokój, cieszę i dużo snu. Pasywność. Marzenie ściętej głowy! Umysłowe wolty, które przychodzi czasem wykonać podczas sesji, to zwykle o wiele bardziej męczące procesy niż rozładunek wagonu ciężarów. Ale to się opłaca, bo praktycznie od pierwszej sesji, spotkaniom z coachem towarzyszy ten dobry rodzaj zmęczenia i poczucia dobrze wykonanej ciężkiej pracy, która zbliża do tej wizji zza przedniej szyby mentalnego auta. To teraz dopiero klienci odczuwają - w trakcie procesu - że coaching jest pracą obu stron - coacha i klienta. Coach jest uważnym słuchaczem i planuje sesje, odpowiada za ich przebieg, jego celem jest skuteczność we wskazanym przez klienta obszarze. Coach pracuje i otrzymuje za to wynagrodzenie. Jak pracuje klient? Praca klienta polega na przyzwoleniu samemu sobie na pracę umysłu, jaką musi on wykonać, by proces posuwał się naprzód i oczywiście - fizycznie - wykonywanie ćwiczeń zadawanych przez coacha. Coachee pracuje i otrzymuje za to swoją zmianę, czyli zbliża się do celu lub osiąga go. Dbaj, by ten obrazek ściskania się z bliskimi i odcinania kuponów od sukcesu, za który medale wprost nie mieszczą się na ścianie, był wciąż obecny przed Twoimi oczami. Marz, śnij, planuj bez przerwy. Coach także o to zadba.
 
   Akt IV. Horyzont przelewa się przez przednią szybę.


    Wizja zmiany (sukcesu!) jest tak mocna, że pewnego dnia klientowi zaciera się granica między nią a rzeczywistością. Fantastyczny pojazd z celami tuż przed przednią szybą przestaje być fantazją, a staje się realistyczną platformą, która właśnie doprowadziła duet klienta i coacha do celu. Ludzie odkrywają wtedy, jak wielką radością jest świadomy wpływ. Czy może być ciekawszy moment w życiu od tego, w którym czujemy, że naprawdę wszystko od nas zależy? Gdy ludzie osiągają cel w procesie coachingowym i naprawdę całymi sobą czują, że trudności ustąpiły - są gotowi przenosić kolejne góry! Zmiana wybucha w tym momencie niczym fajerwerki odpalane jeden za drugim: wzrasta poczucie własnej wartości, wiara we własne siły, poczucie odkrycia potencjału, akceptacja dla słabości, uaktywnia się twórcze myślenie i kreatywność, poprawia się asertywna komunikacja i odwaga do wyrażania własnych poglądów. Planowałeś, trzymałeś się wizji i otrzymałeś rzeczywistość, w której już jesteś. Zrobiłeś to, teraz będzie śmo i wyniknie z tego owo - tak jak miało być. Teraz przytulasz radośnie bliskich, wydajesz zarobione na tym pieniądze, obracasz w palcach złoty medal, tryska szampan, słychać fanfary. Przeglądasz się w oczach innych i widzisz ten wzrok zadowolonego z siebie człowieka, ten wewnętrzny blask, który sprawia, że Ty wiesz, tak jak i cały świat wie, że jesteś kimś. Wszystko ma teraz takie wyraziste kolory i jest prawdziwe. Jesteś w tym. Jesteś tym.
   
   Kurtyna.


    Suplement. 3 x R czyli Refleksja, Relaks, Rekomendacja.
    Praca z emocjami, praca nierzadko na głębokich warstwach samoświadomości, praca, która jest niczym operacja na żywym umyśle (a także sercu!) -  to wielki wysiłek dla obu stron. Aby proces coachingowy dokonał się ostatecznie, niezbędnym jest zadbanie o higienę psychiczną. Coach, aby móc pracować z kolejną osobą, a także żyć własnym życiem bez obciążeń życiorysami klientów, ucieka się do konkretnych sposobów i technik odpoczynku po pracy, która i jego kosztuje bardzo dużo wysiłku emocjonalnego, czasem także fizycznego. Czas na przemyślenia i oddech, złapanie dystansu do akcji, z jaką mieliśmy do czynienia podczas sesji - to także integralna część pracy klienta, czas, który musi być zaplanowany precyzyjnie. Coach nie ma prawa wypuścić klienta bez zaaplikowania mu do głowy solidnie wyłożonej informacji o tym, co dalej. Klient musi wiedzieć, że zmiana i to całe "dzianie się", którego doświadczył w procesie, to nie jest system, który będzie się automatycznie powielał. Zespolenie własnych przekonań i wartości z wypracowanymi pomysłami, nowymi spostrzeżeniami, zmiany na poziomie nie tylko umiejętności czy zachowań, ale i tożsamości - staną się dopiero tym fundamentem, na którym trwale można oprzeć zmianę, która dokonała się podczas serii sesji coachingowych. To, z czym wychodzi klient po ostatniej sesji to zwykle zadowolenie, przekonanie że ten krajobraz przez przednią szybę już mu się  wlał do samochodu i następuje właśnie dekoracja medalami na podium. Można odcinać kupony, rozporządzać profitami, otworzyć szampana. I niech tak zrobi - koniecznie! Ale! Ale!
Ale jeśli coach uprzedził go, że to nie jest jeszcze koniec, a minął już jakiś czas i każdy element mozaiki, która powstała w wyniku sesji ma już swoje trwałe i pewne miejsce w głowie - to niechaj napisze mu list referencyjny i poleci go swoim znajomym. Rewanż w postaci rekomendacji jest wizją dla coacha. Ona teraz i jemu pozwoli wsiąść w mentalny automobil własnego pomysłu, który zawiezie go do świata, gdzie będzie dalej się rozwijał i wciąż z zaanagażowaniem pracował dla klientów na ich wizje przyszłości.
  
 Za każdym razem, gdy proces dopełnia się w taki sposób, rozmiar "sześć" niewiedzy o coachingu maleje. Wody podobno na naszym globie ubywa, więc i ocean niewiedzy o coachingu się kurczy. Nadal mamy pięć oceanów i głęboki Rów Mariański, ale przybywa lądów, gdzie ludzie kotwiczą swoje nadzieje, marzenia i plany. Więc marz, śnij, planuj i pamiętaj o "3 x R".







Agnieszka Nadstawna

Trener inteligencji emocjonalnej, arteterapeuta, coach kreatywności. A także felietonistka i pisarka.  
www.nadstawna.pl



Zdjęcia:

W środku lata zrzuć rozmiar niewiedzy "sześć" i nie bój się myśli, że jesień też jest bajeczna! (fot. A. Nadstawna)

Nasza strona wykorzystuje pliki cookies.